Jak spalić „Nocną drożdżówkę cytrynową” :-)

cytr2
Przygotowaliście nocną drożdżówkę, zjedliście ją ze smakiem. Przez pierwszą godzinę buzowały w Was endorfiny. Ach jakie pyszne! Jakie cytrynowe! Jak mi się to ładnie udało!
Po czasie do mózgu dopływa informacja o tym, że to na pewno strasznie kaloryczne, pochłonęłaś to raz, a na biodrach pozostanie na wieki, tak samo jak bułka wyrosła to tak samo urosną pośladki! O zgrozo! Co czynić?!

Twoje myśli skupiają się teraz na usprawiedliwieniu swojego czynu! AHA! TO WSZYSTKO WINA TEGO SWEETSHOOPA! Jak można tak podejść nieświadomego człowieka, tak zachwalać, mówić że to nie za słodkie, delikatne i tak ładnie się odrywa!?!?!?!

Przyznaje się! Moja wina, moja bardzo drożdżowa wina! Mój tok postpowania i myślenia jest dokładnie taki sam. Po wciągnięciu kolejnego kawałka wpadłam w panikę. „O matko! Przecież zaraz wiosna!”. Po chwili przypomniałam sobie, że wieczorem wybieram się na aerobik. Uffff, przynajmniej wyjdzie na zero (jestem wielką wyznawczynią teorii harmonii 🙂

Z wielkim uwielbieniem, dwa razy w tygodniu, uczęszczam na zumbę. Niezwykle pozytywna, ale i fizyczna dawka energii. Trzeci raz w tygodniu to klasyczny aerobik, ale nie tam żadne podrygiwanie z piłeczką, tylko ostre tempo, bez chwili wytchnienia. Wczoraj postanowiłam wybrać się na świeżutką nowość w klubie – GFS.

gfsźródło: http://www.zamiela.pl

Wcześniej oczywiście przygotowałam się, aby wiedzieć czego się spodziewać. „Najskuteczniejszy system treningowy”, „Mordercze tempo”, „Nic takiego wcześniej nie przeżyłam” – czytałam przed wyjściem. PHI!

Godzinę później zrozumiałam! Na pewno nigdy wcześniej nie byłam na takich ćwiczeniach. Zaczyna się niewinnie – od rozgrzewki, jasne szybkie tempo, ale tego wymaga rozgrzewka. Program ćwiczeń opierał się na 5 ćwiczeniach wykonywanych  albo przez jakiś czas albo w konkretnej liczbie powtórzeń (tego nie jestem pewna) w 5 seriach.
2 pierwsze serie wykonałam z uśmiechem na ustach, który spływał z twarzy wraz z każdą kolejną serią i nieopanowanym drżeniem mięśni. Prawdziwy szał!

Podczas ćwiczeń nie można zrobić przerw, w przerwach pomiędzy ćwiczeniami trzeba truchtać. Dzięki temu w ciągu godziny treningu następuje konkretny fat burning. 10 minut po zakończeniu ćwiczeń endorfiny wybuchają z siłą nawet większą niż podczas konsumpcji drożdżówki!

Autorem treningu jest Tomasz Zamiela, na jego stronie internetowej jest wiele informacji i propozycji ćwiczeń.

Z ręką na sercu przyznam, że tylko pojedyncze powtórzenia opuszczałam, gdy brakło mi totalnie sił, lub w braku możliwości podniesienia nogi ładowałam kolanami w podłogę. Ale większość wykonałam uczciwie. W domu czułam się tak jakbym już zrzuciła 2 kilogramy.

Super!

Wrażenie uzależnione są oczywiście do waszego stylu ćwiczeń. Jeśli jesteście zwolennikami spokojnych, harmonijnych ćwiczeń, delikatnych ruchów to GFS NIE JEST DLA WAS! Ja zdecydowanie preferuję godzinę mega intensywnego wysiłku, podczas którego poczuje każdy mięsień. Oczywiście już w połowie takich ćwiczeń decyduję, że już na trening nigdy nie wrócę i po co mi to było – ale po zakończeniu jestem mega szczęśliwa!

Kochane Białostoczanki jeśli to czytacie, przyjdźcie na GFS do klubu Gama Aerobik (tylko dla pań!) i wypróbujcie przed plażą. Bardzo, bardzo namawiam, szczególnie, że musi się zebrać min. 6  kobietek, aby zajęcia odbywały się regularnie 🙂

Z internetowych informacji wynika, że trening GFS można z powodzeniem wykonywać w domu, są filmiki instruktażowe,  ale w domowych pieleszach odchodzi czynnik „Ona daje radę, a ja nie dam???” 🙂 Zapraszam!

Dziewczyny macie już może doświadczenie z GFS? Jestem bardzo ciekawa jak Wasze wrażenie?

proudźródło: http://www.motiveweight.blogspot.com

Reklamy