Andrzejkowe czarodziejstwa

Wstyd się przyznać (a może nie), ale w tym roku andrzejkowe ostatki spędziłam pod kołdrą przy winie. Była to najbardziej atrakcyjna propozycja po bardzo, bardzo intensywnym miesiącu pracy. Tak bardzo intensywnym, że w sposób ordynarny zaniedbałam Sweetshoopa (Sweetshoopiku ślubuję, że już nigdy nasze relacje tak bardzo nie zostaną zachwiane i zaniedbane!).

W zasadzie odkąd zmieniłam stan matrymonialny, andrzejki straciły na znaczeniu. Wcześniej, choć nie przyznałabym się do tego nigdy w życiu, z wypiekami i wielkim zapałem wróżyłam w gronie czarownic. Lanie wosku, buty w wyścigu do drzwi, karteczki z inicjałami mężczyzn pod poduszką i sny andrzejkowe – to wszystko przyniosło mi męża 😉 Jak już mąż jest – po co lać?
Emocjonalnie czuję się jeszcze niedojrzała do balów w restauracjach czy zajazdach. Tych pod krawatami, eleganckimi sukniami i tatarem na talerzykach. Z tej propozycji też nie skorzystaliśmy.
Zawsze wolałam domowe imprezy, w gronie przyjaciół przy winie. Przyjaciele skorzystali z opcji drugiej;-)

Jednak, wbrew pozorom, i w tym roku szykowałam się do andrzejek.
Już 2 dni wcześniej upiekłam ciasteczka, w przeddzień wydarzeń szalałam z kolorami. Wyczarowałam ciasteczka dla Andrzeja. Andrzej to chłop zacny, pracowity i pełen pomysłów. Dostał zestaw narzędzi i dowolny samochód do wyboru. Przed wręczeniem wypieki zostały naładowane czarodziejską energią. Niech działa i chłopom służy! 😉

andrzej1

andrzej2

andrzej3

Reklamy